W najbliższy wtorek będziemy obchodzić 100. rocznicę nadania Gdyni praw miejskich. Wielkie postaci budujące i rozwijające Miasto z Morza i Marzeń: Eugeniusz Kwiatkowski, Tadeusz Wenda, Kazimierz Porębski, Julian Rummel, Maksymilian Arciszewski, bracia Robert i Franciszek Wilke - wszyscy oni gdzieś w niebiosach uśmiechną się dumni ze skali rozmachu swojego dzieła, które przez lata urosło do miana dumy międzywojennej Polski i chluby Polaków w następnych pokoleniach. Przed nami piękny czas celebrowania lokalnej tożsamości w nadmorskiej małej ojczyźnie. W ten obraz może wpisać się jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta. Żółto-niebiescy mają bowiem w weekend doskonałą okazję, by sprawić wszystkim gdynianom przedwczesny prezent urodzinowy i odprawić z kwitkiem jednego z większych graczy polskiej piłki, który sensacyjnie uwikłał się w tym sezonie w walkę o utrzymanie. Czy podopieczni Dawida Szwargi otworzą wielkie święto na ulicach miasta? W sobotę o 14:45 Arka na stulecie Gdyni podejmuje na Stadionie Miejskim Legię Warszawa.

Czy Legia Warszawa może spaść z Ekstraklasy? Nie odpowiemy na to pytanie w sposób jednoznaczny, mimo wszystko jesteśmy w zbyt wczesnej fazie sezonu, ale sam fakt, że takie wątpliwości pojawiają się w przestrzeni społecznej, ukazuje skalę tragedii warszawskiego klubu w trwających rozgrywkach. Ponad 6 milionów euro wydanych na transfery latem przemawiało do wyobraźni, a kadra stołecznego klubu wyglądała na najmocniejszą w lidze. Do tego wszystko zaczęło się udanie dla popularnych ,,Wojskowych”, od zwycięstwa w Superpucharze Polski z Lechem Poznań i zameldowania w fazie ligowej Ligi Konferencji. Tyle, że następne miesiące okazały się absolutnym dramatem dla kibiców CWKS-u. W całej rundzie jesiennej Legia zanotowała tylko cztery zwycięstwa, ani razu nie wygrywając dwa razy z rzędu. Beznadziejnie grająca w minionym półroczu na wyjazdach Arka jedyną zdobycz punktową poza Gdynią, bezbramkowy remis, wywalczyła właśnie przy Łazienkowskiej. W październiku poleciała głowa Edwarda Iordanescu, a telenowela z zatrudnieniem Marka Papszuna przeciągała się miesiącami - stanowczo zbyt długo, by ktokolwiek w Warszawie mógł odczuwać spokój. W tym czasie drużyna skompromitowała się w Lidze Konferencji i to samo czyniła w lidze. Warszawianie zimowali w strefie spadkowej, a na przywitanie z 2026 rokiem przegrali na własnym boisku z Koroną Kielce 1:2. W tym momencie stołeczny klub ma w Ekstraklasie bilans 4 zwycięstw, 7 remisów i 8 porażek, co daje mu dopiero 17. lokatę. Do tego wszystkiego w tle unosi się morowe powietrze ołowianej atmosfery, walka kibiców z Dariuszem Mioduskim i słyszalne w każdym zakątku Polski szyderstwa z Milety Rajovicia, który stał się niejako symbolem katastrofy Legii w tej kampanii. Duńczyk został wykupiony z Watfordu za grube pieniądze, 3 mln euro, miał z miejsca stać się pierwszą strzelbą Ekstraklasy, a tymczasem snajper zawodzi na całej linii - strzelił dotąd na polskich boiskach tylko 3 gole, za to na potęgę marnuje stuprocentowe sytuacje. Z takim budżetem i takim składem, jakim dysponuje klub z Łazienkowskiej, to wszystko, co dzieje się z nim w tym sezonie, jest wręcz surrealistyczne. Kibice udzielili kredytu zaufania Markowi Papszunowi, natomiast były szkoleniowiec Rakowa potrzebuje czasu, by ułożyć wszystkie klocki. Zaczął oczywiście od przejścia na system gry z trójką obrońców. Przed Kacprem Tobiaszem zameldują się więc w sobotę Kamil Piątkowski, Artur JędrzejczykRadovan Pankov, choć widać, że u nowego trenera Legii do łask wraca też były piłkarz Arki Patryk Kun, z którym Papszun współpracował w Częstochowie. Na wahadłach możemy spodziewać się Petara StojanoviciaArkadiusza Recy, a w środku pola zainstalowani zostaną Juergen Elitim i reżyser gry warszawskiego zespołu Bartosz Kapustka mający za zadanie rozdzielać piłki między obroną a atakiem. Wyżej szkoleniowiec wyśle do boju Wahana BiczachczjanaKacpra Urbańskiego. Na szpicy prawdopodobnie znowu zacznie Mileta Rajović, bo choć w mediach pojawiają się doniesienia o negocjacjach Legii z Karolem Świderskim, to na ten moment jedyną alternatywą dla duńskiego napastnika jest Antonio Colak. Być może do składu wróci za to środkowy obrońca Steve Kapuadi, który nie zagrał przeciwko Koronie, bo jedną nogą był już we Włoszech, ale transfer Kongijczyka wysypał się na ostatniej prostej i znów jest do dyspozycji trenera. Kontuzjowani na dłużej są Ruben Vinagre i Jean-Pierre Nsame, w spotkaniu z Koroną zabrakło zmagającego się z urazem mięśniowym Pawła Wszołka i raczej w sobotę również reprezentant Polski nie pojawi się w jedenastce warszawian, a Kacper Chodyna i Claude Goncalves są na wylocie z klubu, niechciani przez Papszuna. ,,Wojskowi” strzelili w tym sezonie tylko 20 goli - to druga najgorsza ofensywa w stawce, wiadomo po kim. Do tego na wyjazdach warszawianie zanotowali zaledwie jedno zwycięstwo, a łącznie poza Warszawą wywalczyli tylko 6 oczek. To wszystko powinno zachęcić Arkowców do odwagi na murawie. Legioniści często próbują kreować środkiem boiska, ale u Papszuna na pewno z czasem zwiększy się rola wahadłowych i walki fizycznej napastnika w polu karnym - trzeba więc uważać na dośrodkowania z bocznych sektorów i na zgrania przed szesnastkę, bo akurat strzały z dystansu są mocną bronią gości sobotniej rywalizacji. W sierpniowym starciu obu drużyn bardzo aktywny w prawym korytarzu murawy był Stojanović, więc warto pomyśleć też o zneutralizowaniu Słoweńca. Obrońcy Legii mają za to problem z piłkami zagrywanymi za linię defensywy i dynamicznym rozegraniem w okolicach ich pola karnego, a zatem Vladislavs Gutkovskis powinien regularnie balansować na granicy spalonego i polować na swoją okazję przez wybiegnięcie zza pleców stoperów oraz atakowanie przestrzeni. Marek Papszun przyjeżdża do Gdyni po raz drugi na przestrzeni trzech miesięcy - mamy nadzieję, że opuści Trójmiasto w gorszym humorze niż w listopadzie, gdy wraz z Rakowem rozbił Arkę 4:1.

Wtedy częstochowianie zgasili światło żółto-niebieskim, a przed tygodniem piłkarze Dawida Szwargi doświadczyli podobnych atrakcji - choć tym razem nie mówimy o wydarzeniach boiskowych. Radomiak nie był w stanie na godnym poziomie zorganizować premiery w pełni otwartego stadionu i chwilę przed spotkaniem zgasły światła, a sędziowie z powodu awarii zasilania podjęli decyzję o przełożeniu tej rywalizacji - wiemy już, że odbędzie się ona w pierwszym tygodniu marca, tuż po derbach Trójmiasta. W sobotę problemów technicznych już nie będzie, a inauguracja ekstraklasowego grania w Gdyni odbędzie się tuż przed obchodzonym przez miasto stuleciem istnienia. Można sobie ostrzyć zęby na tę konfrontację, bo Arka na własnym terenie jest prawdziwym tygrysem - w rundzie jesiennej żółto-niebiescy przy Olimpijskiej zanotowali 6 zwycięstw, 2 remisy i tylko 1 porażkę - jednak tuż po klęsce z Rakowem nadeszło zapoczątkowanie nowej passy poprzez wygraną 1:0 z Motorem i niech gdynianie złapią teraz prawo serii. Dominick Zator z obiektywnych przyczyn nie odcierpiał pauzy kartkowej w Radomiu, więc zabraknie go w kadrze meczowej w sobotę. Bilans przeciwko Legii wygląda dla Arki bardzo źle - mowa tu o 3 zwycięstwach, 9 remisach i aż 21 porażkach, ale każde spotkanie jest nową szansą na osobną historię. Piłkarzem ,,Wojskowych” w rundzie wiosennej kampanii 2020/2021 był Nazarij Rusyn, ale jego przygoda z warszawskim klubem ograniczyła się do rozegrania pół godziny w Pucharze Polski. Życie w piłce nożnej pisze najciekawsze scenariusze - kto by pomyślał, że Dawid Szwarga po raz drugi w tak krótkim odstępie czasu zmierzy się ze swoim trenerskim mistrzem w osobie Marka Papszuna? Jakby tego było mało, szkoleniowiec Arki musi ten mecz wygrać, by nie wylądować w strefie spadkowej - przewaga gdynian nad Legią wynosi bowiem w tym momencie jedynie dwa punkty, a inni rywale w walce o utrzymanie również nie próżnują. Żółto-niebiescy znajdują się w tym momencie na 15. miejscu w tabeli, więc wbrew temperaturom na termometrach zrobiło się gorąco.

Czesław Niemen śpiewający ,,Sen o Warszawie”, który przed każdym meczem Legii wybrzmiewa z głośników przy Łazienkowskiej, rysuje idylliczny krajobraz bohaterskiego miasta. Jakkolwiek polska stolica zapisała wspaniałe karty w historii naszej ojczyzny, to jednak my w tym szczególnym dla Gdyni okresie skupiamy się na kontemplowaniu dumy z naszego lokalnego pochodzenia i z miasta, z którym się utożsamiamy. ,,Mam tak samo, jak ty, miasto moje, a w nim najpiękniejszy mój świat, najpiękniejsze dni”. Ten właśnie najpiękniejszy świat jest tutaj, nad morzem, malujący się w tradycji gdyńskiego oddychania wolnością. Swoim dopingiem zróbmy w sobotę wszystko, by piłkarze dali nam pierwszy powód do świętowania setnych urodzin Gdyni. Przy okazji przyjezdnym z utworu Niemena pozostanie wówczas skupienie na słowach ,,będę leciał, co sił” - w kierunku I ligi. Hej, Arka gooool!